Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa (WSM), jedna z największych i najbardziej rozpoznawalnych spółdzielni mieszkaniowych w Polsce, znalazła się w centrum poważnego skandalu. Wyniki audytu śledczego przeprowadzonego po zmianie władz ujawniły mechanizmy, które przez lata mogły prowadzić do wyprowadzania majątku spółdzielni na ogromną skalę. Wstępne szacunki wskazują, że straty mogą przekroczyć nawet 50 mln złotych.

WSM zarządza zasobami, w których mieszka około 60 tys. osób. Skala działalności sprawia, że budżet organizacji można porównywać do finansów średniej wielkości miasta. To właśnie dlatego wyniki audytu wzbudziły tak duże zainteresowanie.

Kontrola rozpoczęła się od osiedla Żoliborz III. Już tam audytorzy oszacowali szkody na blisko 5 mln złotych. Ujawnione nieprawidłowości dotyczyły przede wszystkim organizacji remontów, przetargów oraz relacji pomiędzy pracownikami spółdzielni a firmami wykonawczymi.

Konflikt interesów i fikcyjna konkurencja

Jednym z najbardziej szokujących ustaleń było wykazanie, że osoba odpowiedzialna za nadzór nad remontami miała być nieformalnie związana z jedną z firm regularnie otrzymujących zlecenia od spółdzielni. Audytorzy znaleźli na służbowym komputerze dokumentację kadrową dotyczącą pracowników prywatnego przedsiębiorstwa, a także dowody wskazujące na ścisłe powiązania osobiste między przedstawicielem spółdzielni a właścicielką firmy.

Szczególnie niepokojące okazały się ustalenia dotyczące przetargów. W niektórych przypadkach dokumentacja ofertowa miała być przygotowywana przy wykorzystaniu narzędzi należących do samej spółdzielni. Oznacza to, że osoba reprezentująca zamawiającego mogła jednocześnie pomagać wykonawcy w przygotowaniu oferty.

Płacono za prace, których nie wykonano

Audyt wykazał również nieprawidłowości związane z robotami teletechnicznymi. W specyfikacjach przetargowych łączono różne rodzaje prac w taki sposób, że liczba potencjalnych wykonawców była znacząco ograniczona. Część czynności rozliczanych przez wykonawców mogła w rzeczywistości nie być przez nich wykonywana. Według ustaleń audytorów spółdzielnia mogła płacić za usługi, które realizowały inne podmioty lub które nie zostały wykonane w deklarowanym zakresie.

Podwójne finansowanie pracowników

Kolejnym elementem ujawnionego mechanizmu było przenikanie się struktur spółdzielni i firm zewnętrznych. Dokumenty wskazują, że niektórzy pracownicy etatowi WSM jednocześnie występowali jako członkowie zespołów wykonawców realizujących zlecenia dla spółdzielni.

Jeżeli ustalenia te potwierdzą się w postępowaniach prowadzonych przez organy ścigania, może to oznaczać, że mieszkańcy płacili podwójnie – raz za wynagrodzenie pracownika zatrudnionego przez spółdzielnię, a drugi raz za tę samą pracę rozliczaną w ramach usług zewnętrznych.

Walka o władzę i wpływ na decyzje mieszkańców

Audyt porusza również kwestie związane z funkcjonowaniem organów spółdzielni. Według raportu przedstawiciele firm współpracujących ze spółdzielnią mieli uczestniczyć w procesie zbierania pełnomocnictw wykorzystywanych podczas walnych zgromadzeń.

Tego rodzaju praktyki budzą szczególne kontrowersje, ponieważ osoby czerpiące korzyści z kontraktów mogły jednocześnie wpływać na utrzymanie przy władzy osób odpowiedzialnych za ich przyznawanie.

Czy sprawa zmieni funkcjonowanie spółdzielni?

Przypadek WSM może stać się punktem zwrotnym dla całego sektora. Rząd już zapowiada zmiany legislacyjne mające zwiększyć transparentność działania spółdzielni mieszkaniowych. Wśród proponowanych rozwiązań znajdują się obowiązkowe rejestry umów, większa kontrola członków nad wydatkami oraz dalsze ograniczenie możliwości wykorzystywania pełnomocnictw podczas głosowań.

W najbliższym czasie do prokuratury mają trafić pierwsze zawiadomienia dotyczące możliwości popełnienia przestępstw. Niezależnie od ostatecznych rozstrzygnięć sądowych, wyniki audytu pokazują, jak duże znaczenie ma skuteczny nadzór nad podmiotami zarządzającymi majątkiem wartym setki milionów złotych.

Napisz komentarz